The Last of Us to przypowieść dla pandemicznych rodziców

To dziwna rzecz mówić o serialu osadzonym w czasach apokalipsy zombie, ale w szóstym odcinku The Last of Us przeżyłem przejmujący moment uznania. Nastąpiło to podczas rzadkiej chwili wytchnienia, gdy Joel (Pedro Pascal) i jego młoda podopieczna, Ellie (Bella Ramsey), zrobili sobie przerwę w wędrówce przez kraj w Jackson, Wyoming. Brat Joela, Tommy, który ułożył sobie tam życie wolne od zombie, oferuje mu nową parę butów. Wewnątrz Joela pęka tama.

„Są chwile, w których strach pojawia się znikąd, a moje serce czuje się tak, jakby się zatrzymało” – mówi łamiącym się głosem. „Zawodzę we śnie … to wszystko, co robię. To wszystko, co kiedykolwiek robiłem.”

Still from the HBO television show 'The Last of Us' featuring a character sitting in a building where plants and foliage is growing.
Murray Bartlett & Nick Offerman holding hands while eating a meal at a dining table in still from The Last of Us
Pedro Pascal as Joel looking through a gap in sheets of newspaper that are covering a large window

W tym momencie wyskoczyłam spod koca na kanapie i krzyknęłam: „Nie zawiodłaś! Nie zawiodłeś! Ona wciąż żyje!” To wtedy zdałem sobie sprawę, że dla mnie oglądanie najnowszego hitowego serialu HBO wykroczyło poza zwykłą rozrywkę. To była forma katharsis, aby oglądać kogoś innego rodzica przez śmiertelną pandemię. 

Jestem przekonany, że każdy nowy rodzic doświadczył strachu związanego z przytłaczającą zależnością swojego dziecka. Kiedy po raz pierwszy dostajesz noworodka, jego ciężka głowa ledwo przylega do ciała. Jak ty – imbecylu, który kiedyś musiałeś ratować się przed zatruciem alkoholem, wymiotując – masz się zająć istotą, której w każdej chwili może odpaść głowa? 

Na szczęście wiele z tych katastroficznych scenariuszy po prostu się nie spełnia. Dziecku nie odpada głowa (zazwyczaj). Je, albo jest głodne i wtedy je. Opieka nad zależnym człowiekiem staje się normalna. 

Do czasu, gdy moje drugie dziecko skończyło 2 w 2019 roku, myślałem, że nauczyłem się nie pocić małych rzeczy. Nie dostałem już freak out o tym, jaki fotelik samochodowy kupić lub czy spał przez noc. (Spanie? Co to jest?) Ale coś się zmienia, gdy katastrofa staje się prawdziwa. To nie jest tylko w twojej głowie. Co się dzieje, kiedy nie możesz już uspokajać siebie: „Meh, większość dzieci przez to przechodzi i żyje”? 

Teraz, trzy lata po rozpoczęciu pandemii Covid-19, surowość tego wczesnego strachu została stłumiona przez czas, niezawodne maski i szczepionki. Trudno jest pamiętać, że kiedyś byliśmy sami, rozcinając stare koszulki, by zakryć nosy i usta, i wycierając zakupy Lysolem. Posiadanie małych dzieci (i starego, zrzędliwego psa) sprawiło, że wczesne dni zamknięcia były zarówno łatwiejsze, jak i trudniejsze. Wciąż było tak wiele chwil czystej radości. Ale kiedy Delta osiągnęła szczyt w sierpniu 2021 roku, podjąłem agoniczną decyzję, aby uczyć je w domu przez kolejne cztery miesiące, dopóki moja córka nie będzie mogła zostać zaszczepiona. 

Biorąc pod uwagę długą perspektywę, cztery miesiące nie były tak długie. Ale podobnie jak Joel, miałem swoją ciemną noc duszy, gdy mój ówczesny pierwszoklasista obserwował wszystkich innych oddziałów z powrotem do naszej lokalnej szkoły sąsiedzkiej, sam, z okna naszego salonu. „Nie mogę tego zrobić” – wołałam do męża. „Jeśli popełnię błąd, mogą umrzeć”. 

Kiedy Joel i Henry obserwują Ellie i Sama, małe dziecko pod opieką Henry’ego, czytających razem pod koniec odcinka 5, „Endure and Survive”, Joel zauważa, że dzieciom jest łatwiej. Czułem to głęboko w kościach. Kiedy Henry mówi: „W takim razie robimy dobrą robotę”, okazuje się to fałszywą obietnicą.

Kilka nocy temu miałem sen. Samochód mojej rodziny zjechał z drogi do jednej z wielu rzek, które otaczają nasz dom w Portland, w stanie Oregon. W moim śnie zareagowałem natychmiast. „Wszyscy natychmiast otwórzcie drzwi i okna” – krzyknęłam, uchylając okno, aby wpuścić do środka lodowatą wodę, „zanim ciśnienie wody przytrzyma je zamknięte i nie będziemy mogli się wydostać!”. Specjalnie pomyślałem: Nie dzisiaj, skurwysyny.

Kim byli ci skurwiele? Fauci? Anty-maskowcy? Pracownicy opieki nad dziećmi rezygnujący z pracy, przez co nie mogłam jej wykonywać, czy ludzie chodzący do barów, kiedy moje dzieci musiały jeść lunch na zewnątrz w deszczu? Pod pewnymi względami posiadanie prawdziwych, żywych wrogów, do których można by strzelać i tłuc na śmierć, byłoby lepsze niż pogodzenie się z faktem, że nie ma z kim walczyć. Mieliśmy po prostu śmiertelną, zakaźną chorobę, brak systemów wsparcia i zbyt mało informacji. 

Nie jestem tą samą osobą, którą byłam, zanim musiałam przeprowadzić moją rodzinę przez globalną pandemię. Teraz jestem osobą, która przeżyła, a także osobą, która wykrzykuje F-bomby we śnie. Rozpoznaję w Joelu zmęczenie rodzica, który wyczerpał wszystkie swoje zasoby i nie ma pojęcia, co robić, ale jakoś wciąż idzie dalej, bo zaszedł tak daleko i ma dzieciaka trzymającego się za łokieć, który ma przejebane, jeśli się nie podniesie. 

Jak każdy dobry, inteligentny kawałek mediów, The Last of Us (i gra, na której jest oparty) sprawia, że ludzie myślą o wielu różnych rzeczach, ale wierzę, że serial ma rację. Nikt nie jest dobry ani zły; wszyscy jesteśmy tylko zdesperowanymi ludźmi, którzy próbują zrobić to, co najlepsze w sytuacji nie do pomyślenia. Jako rodzic, najbardziej wzruszające są momenty, kiedy Joel zaczyna odpuszczać, czy to otwierając się na Tommy’ego, czy ucząc Ellie posługiwania się bronią. Zadaniem rodzica nie jest stworzenie środowiska, w którym nasze dzieci nigdy nie będą musiały się bać. Naszym zadaniem jest wychowanie dzieci, które mogą przetrwać wszystko.
*** Przetłumaczono za pomocą www.DeepL.com/Translator (wersja darmowa) ***

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top